
Krzysiek Humeniuk (TikTalk): Można fascynować się zegarkami, nie czując potrzeby, by je kupować
Z Krzysztofem Humeniukiem, twórcą kanału TikTalk, rozmawiamy o odwadze porzucenia bezpiecznej kariery w IT na rzecz zegarkowej pasji, „kwarcowej przemianie”, życiu bez graila i o tym, dlaczego dziś bardziej niż kolekcjonowanie interesuje go obserwowanie oraz analizowanie branży.
Powrót na YouTube i zajęcie się nim na cały etat to dobra decyzja z perspektywy czasu?
To zależy. Jeśli masz na myśli aspekt finansowy, to nie. Wcześniej przez ponad 8 lat byłem związany z branżą IT. Miałem też to szczęście, że załapałem się jeszcze na czasy sprzed ery sztucznej inteligencji, która obecnie jest w stanie zastąpić juniorów, i jako programista zarabiałem naprawdę bardzo przyzwoite pieniądze. YouTube to inna bajka – tutaj nie ma jasnej sytuacji, każdy miesiąc różni się zarobkami, stawkami itd. Jeśli jest jakaś współpraca – super! Jeśli jej nie ma, a wyświetlenia są kiepskie wtedy podsumowanie miesiąca potrafi być rozczarowujące.
Ale pieniądze to nie wszystko i pytany o to, czy żałuję swojej decyzji z grudnia 2023 roku, za każdym razem odpowiadam: NIE! Ostatnie miesiące mojej poprzedniej pracy wiązały się z wypaleniem zawodowym, brakiem motywacji i satysfakcji z tego, co wówczas robiłem. Podjąłem więc dość ryzykowną decyzję o zakończeniu przygody z IT i po ponad dwóch latach od tamtego momentu ani razu jej nie żałowałem. Ba, nigdy nie pomyślałem nawet o tym, żeby spróbować raz jeszcze. Dlatego odpowiadając na Twoje pytanie już bez dygresji – zajęcie się YouTubem i kanałem TikTalk było bardzo dobrą decyzją.
Przerwa od YouTube była też przerwą od zegarków? Śledziłeś co się dzieje w świecie zegarkowym? Rotowałeś kolekcją?
Moja przerwa od YouTube nie wynikała z porzucenia pasji czy braku zainteresowania zegarkami. Cały czas śledziłem branżę, ale nie tak aktywnie jak wtedy, gdy regularnie publikowałem materiały na kanale albo tworzyłem serię ”Zegarkowe Newsy”. W moim życiu nie było przerwy od zegarków, cały czas istniała grupa na Facebooku, więc – chcąc nie chcąc – miałem z nimi styczność także wtedy, gdy nic nowego nie pojawiało się na kanale TikTalk na YouTube.
Przerwa na kanale wiązała się też z moją “kwarcową przemianą”, czyli rezygnacją z zegarków mechanicznych na korzyść tych elektronicznych. Dlatego na przestrzeni tych dwóch lat pozbyłem się ze swojego pudełka większości automatów, a przez rok stałem się nawet jednozegarkowcem… ze smartwatchem na nadgarstku! Dobrze wspominam ten okres, bo prawdopodobnie dzięki niemu wróciłem do regularnego publikowania na kanale. Nigdy później nie założyłem też żadnego innego smartwatcha, z czego jestem niesamowicie dumny.

Robiąc to „etatowo” nie czujesz zmęczenia tematem? Hobby nie stało się pracą, w tym złym znaczeniu?
Ostatnie 3-4 lata to okres wielu zmian w moim życiu, a także przewartościowania pewnych tematów. Kiedyś traktowałem pracę wyłącznie jako źródło zarobku. Dzisiaj uważam, że to bardzo ważny element naszego życia i głupotą byłoby spędzanie ⅓ doby robiąc coś, co nas niszczy albo sprawia, że, po prostu, nie czujemy się dobrze. Przeszedłem przez wypalenie zawodowe i nauczyłem się rozpoznawać sytuacje, w których praca zaczyna być przykrym obowiązkiem. Gdyby w moim przypadku było tak również z YouTubem, prawdopodobnie teraz byśmy ze sobą nie rozmawiali. Nie dam głowy, że za pół roku albo za dwa lata nie poczuję wypalenia także w tym temacie, ale na ten moment z czystym sercem mogę przyznać, że połączenie pasji z pracą w moim przypadku okazało się strzałem w dziesiątkę!
Ostatni czas to również książka „Mężczyzna i jego zegarek” wydana z DandyCore. Co było najtrudniejsze w tym przedsięwzięciu?
Zgadza się, w grudniu 2025 roku – po ponad 1,5 roku pracy – światło dzienne ujrzała polska wersja językowa bestsellerowej książki Matta Hranka “A Man & His Watch”. Pomysł zrodził się mniej więcej w połowie 2024 roku i już wtedy wiedzieliśmy, że to wcale nie będzie tak proste, jak początkowo zakładaliśmy!
I o dziwo, największych trudności spodziewaliśmy się jeszcze na etapie pozyskania licencji od autora. Obawy te okazały się być jednak absolutnie bezzasadne, bo zgodę na polską wersję dostaliśmy po wymianie zaledwie kilku maili.
Projekt stanął pod znakiem zapytania dopiero w momencie wyboru drukarni, która mogłaby sprostać wymagającemu zadaniu wyprodukowania tej książki w jakości nie gorszej (a najlepiej lepszej) od oryginalnego wydania. Kompromisy nie wchodziły w grę – miało być albo topowo, albo wcale! Wybór drukarni zdecydowanie był najtrudniejszym etapem tego przedsięwzięcia, bo odmówili nam w zasadzie wszyscy podwykonawcy w kraju. Na szczęście udało się doprowadzić projekt do szczęśliwego finału, dzięki drukarni poleconej nam przez wydawnictwo. W ten sposób książka “Mężczyzna i Jego Zegarek” została wydrukowana w tym samym miejscu, co oryginał. I w porównaniu do niedawno wydanych edycji niemieckiej czy czeskiej, polska wersja znacząco przewyższa je pod względem jakości, co – mam nadzieję – wyłącznie potwierdzą osoby, które mają ją już w swoich biblioteczkach.

Jak sprzedaje się książka?
Biorąc pod uwagę limitowany nakład 2000 sztuk – rewelacyjnie 🙂 Wprowadzenie na rynek nowego produktu bardzo często jest dużą niewiadomą. Sami nie wiedzieliśmy, ile książek realnie jesteśmy w stanie sprzedać – tym bardziej, że obecne na rynku od wielu lat oryginalne wydanie, znajduje się także w wielu domach polskich entuzjastów zegarków.
Również w tym przypadku nasze obawy okazały się być zupełnie niepotrzebne, bo 1200 osób zapisało się na naszą listę mailingową zanim książka fizycznie powstała. Tak duże zainteresowanie przełożyło się później na blisko 500 sztuk sprzedanych jeszcze w preorderze i drugie tyle w okresie przedświątecznym. Obecnie, po dwóch miesiącach od startu sprzedaży, w magazynie zostało mniej niż 25% nakładu, co uważamy za duży sukces. A wszystkich niezdecydowanych zapraszam do zakupu, bo liczba dostępnych książek codziennie maleje, a dodruk nie jest planowany. Nie warto zatem zwlekać.
Co dziś najbardziej Cię ekscytuje w zegarkach, a co zwyczajnie zaczyna Cię nużyć?
Wiele osób łapie się za głowę, kiedy mówię, że można aktywnie obserwować świat czasomierzy jednocześnie nie będąc ich kolekcjonerem. Nie zbieram zegarków, nie kupuję ich z wizją rychłej sprzedaży z zyskiem, nie lokuję swojego kapitału w Rolexach itd. Zegarki są dla mnie przede wszystkim pretekstem do rozmowy o designie, marketingu, kulturze, a nie tylko o posiadaniu. Dużo bardziej niż to, czy akurat dany model mam w swoim pudełku, interesuje mnie to, jaka historia stoi za jego powstaniem, w jaki sposób jest ona komunikowana i jaki wpływ może mieć na całą branżę. Uważam, że można fascynować się zegarkami, jednocześnie nie czując potrzeby, żeby je kupować, a tym bardziej – żeby je gromadzić.
Lubię stać w tym wszystkim gdzieś pośrodku i nie chciałbym dać się zaszufladkować – ani jako kolekcjoner, ani inwestor, ani fanboj którejś marki. Zdecydowanie bardziej intryguje mnie bycie obserwatorem, komentatorem oraz analitykiem, ponieważ ta perspektywa daje mi dziś dużo więcej satysfakcji niż jakakolwiek kolekcja.
A co mnie nuży? Chyba nie ma zbyt wielu takich rzeczy – a jeśli już są, to na bieżąco staram się z nimi rozprawiać na kanale.
A gonisz jakiegoś „króliczka”? Masz swojego graila?
Im dłużej jestem obecny w świecie zegarków, tym bardziej widzę, że pogoń za “króliczkami”, o które pytasz, często bardziej męczy, niż daje radość i poczucie spełnienia.
Oczywiście – są zegarki, które uwielbiam i których noszenie byłoby dla mnie czymś wyjątkowym. Moim ulubionym zegarkiem od wielu lat jest Patek Philippe Aquanaut Travel Time, ale nie robię absolutnie NIC, żeby kiedykolwiek go posiadać! Nie czuję potrzeby, żeby było to dla mnie celem samym w sobie.
Mógłbym go nazwać “grailem”, ale świadomie tego nie robię, bo właśnie brak graila daje mi dziś największy komfort! Nie muszę nikomu nic udowadniać, odhaczać kolejnych pozycji na liście życzeń – mogę na własnych zasadach po prostu cieszyć się zegarkami!
Czy są marki, które świadomie omijasz, bo ich filozofia kompletnie nie gra z Twoim podejściem do zegarków?
Owszem, ale nie kieruję się w tym postępowaniu jakąś uniwersalną zasadą. Czasami mają na to wpływ negatywne opinie innych członków społeczności (tak było np. w przypadku Meccaniche Veneziane), w innych przypadkach jest to związane z nieuczciwymi albo mało transparentnymi praktykami ze strony marek. Nie jestem też fanem instrumentalnego podejścia do symboli patriotycznych, tak często przecież używanych w zegarkach, szczególnie z rodzimego podwórka.
Niezależnie jednak od moich uprzedzeń albo podejścia z rezerwą do pewnych aspektów tej branży, staram się każdą sytuację traktować indywidualnie. Dopóki nie mam wyrzutów sumienia związanych z zakupem jakiegoś czasomierza, wszystko jest w porządku.
Czy jest typ zegarka, do którego musiałeś „dojrzeć”? Taki, którego kiedyś kompletnie nie rozumiałeś.
Oczywiście – i stało się to w zeszłym roku! Po ponad dekadzie interesowania się zegarkami w końcu doszedłem do wniosku, że nieposiadanie G-Shocka jest absolutnie idiotyczną decyzją. Wziąłem to sobie do serca i nadal podtrzymuję tę opinię, bo wraz z pojawieniem się na moim nadgarstku modelu GA-2100, w końcu zrozumiałem, co mieli na myśli wszyscy ci, którzy od lat mówili, że “kolekcja bez G-Shocka to nie kolekcja!”. Mieli rację!
Gdybyś jutro musiał ograniczyć kolekcję do trzech zegarków, co by zostało i dlaczego?
Trudne pytanie. Przy okazji całkowicie abstrakcyjne, bo nie wyobrażam sobie mieć wyłącznie 3 zegarków 🙂
Odpowiem nieco przewrotnie – zostałby prawdopodobnie… jeden zegarek! Kierując się zasadą “albo grubo, albo wcale” zdecydowałbym się zatrzymać wyłącznie jeden model – za to ekstremalnie uniwersalny. Nie mam tutaj jednego poważnego faworyta, ale celowałbym zapewne w zegarek kwarcowy z mechanizmem zasilanym energią słoneczną i synchronizowany drogą radiową, najlepiej tytanowy, wyposażony w szafirowe szkiełko (żeby przez długi czas wyglądał jak nowy). Wszystko więc wskazuje na to, że wybrałbym jakiegoś Citizena Eco-Drive Radio Controlled albo zdecydował się na cyfrową klasykę, czyli współczesną ”kostkę” G-Shocka GW-M5610U.
Co w zegarkach najbardziej broni się w długim terminie, gdy hype dawno już opadnie?
Na przestrzeni ponad dziesięciu lat obecności w tej branży miałem okazję obserwować ewolucję i zanik wielu trendów. Pamiętam boom na zegarki oversize, zakładanie pasków NATO do każdego rodzaju czasomierza albo renesans zintegrowanych z kopertą bransolet. Obecnie prym wiodą tarcze wykonane z naturalnych kamieni albo historyczne komplikacje, jak na przykład jumping hour.
Część tych trendów nadal ma się nieźle, ale nie wszystkie dobrze się zestarzały. W mojej opinii, najwolniej starzeje się – po prostu – dobry design. Na poczekaniu mogę wymienić zegarki, które pomimo upływu dziesiątek lat od wprowadzenia na rynek nadal wyglądają świeżo. Odpowiednie proporcje, ergonomia i charakterystyczne, ale jednocześnie sensowne decyzje projektowe, pozwalają wydłużyć czas życia takiego zegarka. A czasami uczynić go wręcz nieśmiertelnym.
Kiedy walka we freak fightach – kwarc vs. automat z Mateuszem z Gingin Watches? 😊
Temat podnoszony wielokrotnie w komentarzach, ale chyba spóźniłeś się z tym pytaniem o kilka miesięcy, bo w świetle najnowszych wydarzeń (tj. zakupem kwarcowego Grand Seiko przez Mateusza) musielibyśmy chyba walczyć w jednej drużynie (śmiech).
A tak serio – żadnej federacji na nas nie stać, więc temat ewentualnej walki musi poczekać na lepsze czasy.




