Recenzja: Boderry Voyager S72 – dużo zegarka za małe pieniądze

Recenzje zegarków w budżecie do 150 dolarów zazwyczaj opierają się na prostych porównaniach: Timex, Casio, Lorus, Festina, a czasem – przy dobrym wietrze i promocji – jakiś podstawowy Citizen. Tyle że w przypadku Boderry Voyager S72 ten schemat kompletnie się rozpada.

Nie dlatego, że wymienione marki robią złe zegarki. Problem polega na tym, że nie oferują nic nawet zbliżonego do tego, co Boderry serwuje za 139 dolarów. Tam mamy kwarc, stal, szkło mineralne i przeciętną jakość wykonania. Tu – automat, tytan, szafir, dokręcaną koronkę i rozwiązania, których zwyczajnie nie spotyka się w tym segmencie cenowym.

To nie jest sytuacja „chińczyk kontra reszta świata”. To jest sytuacja, w której reszta świata w tym budżecie po prostu nie wystawia zawodnika.

IMG_7894 Recenzja: Boderry Voyager S72 – dużo zegarka za małe pieniądze

Specyfikacja – lista, która wygląda jak błąd w opisie

Voyager S72 już na papierze robi wrażenie. Automat zamiast kwarcu, szafirowe szkło zamiast minerału, tytanowa koperta zamiast stali. Do tego dokręcana koronka, sensowna wodoszczelność (100 m), w pełni zalumiona tarcza, przeszklony dekiel i nawet po dwa otwory w każdym uchu, pozwalające regulować pozycję paska względem koperty.

To są rzeczy, które nie występują razem w zegarkach za 139 dolarów. Nawet pojedynczo bywają rzadkością, a tu dostajemy kompletny pakiet. Gdyby zdjąć logo z tarczy i pokazać ten zegarek osobie siedzącej w temacie, większość bez wahania obstawiłaby cenę na poziomie minimum 300$.

Mechanizm

Producent zdecydował się na kaliber HZ8240, pochodzący z Hangzhou Watch Factory – i to jest wybór zdecydowanie ciekawszy, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. To automat z małą sekundą, pracujący z częstotliwością 28 800 wahnięć na godzinę (4 Hz), czyli wyższą niż w większości budżetowych werków. Do tego dochodzi rezerwa chodu sięgająca około 72 godzin, co w tej klasie cenowej jest wręcz ewenementem. Dla porównania: popularne NH35 czy NH38 od Seiko oferują mniej więcej 40–41 godzin.

HZ8240 ma 26 kamieni, hacking, możliwość dokręcania koronką i – co istotne – całkiem dobrą kulturę pracy. Nie jest to mechanizm kolekcjonerski ani zegarmistrzowska poezja, ale jako narzędzie sprawdza się bardzo dobrze.

Przez przeszklony dekiel mechanizm prezentuje się zaskakująco estetycznie. Złoty rotor nie wygląda tanio ani odpustowo, a całość robi lepsze wrażenie niż niejeden field watch w podobnej lub nawet wyższej cenie, gdzie dekiel bywa pełny – i to z konieczności, nie z wyboru.

Oczywiście HZ8240 nie ma jeszcze takiej renomy ani historii jak werki Seiko, ale czysto technicznie wypada od nich lepiej: wyższa częstotliwość, dłuższa rezerwa chodu i atrakcyjniejsza prezentacja. W zegarku za 139 dolarów to argument trudny do zignorowania.

Design i jakość wykonania

Najważniejsze: brak homarzeń. Boderry nie próbuje kopiować Hamiltona, Rolexa czy Tudora. Design jest prosty, ale nie nijaki.

Koperta ma obłe, niemal aerodynamiczne linie. Nie jest surowo narzędziowa, ale też nie idzie w stronę minimalistycznej „kostki”. Szczególnie dobrze wypadają ucha, na których wyraźnie widać trzy przeplatające się płaszczyzny.

Same ucha są jednak dość długie – być może nawet zbyt długie jak na tę szerokość koperty. To detal, który wpływa zarówno na wygląd, jak i na późniejsze wrażenia z noszenia.

Tarcza to klasyczny field watch, ale mała sekunda skutecznie przełamuje monotonię. Gdyby jej nie było, mielibyśmy poprawny, ale bardzo generyczny cyferblat. Dzięki niej zegarek zyskuje odrobinę charakteru i dynamiki.

Dekiel ma charakterystyczne profilowane wycięcia wokół przeszklenia. Może stylistycznie nie do końca pasują do reszty zegarka, ale jako osobny element wyglądają naprawdę dobrze i dodają wizualnej „mięsistości”.

Pasek i uszy – kompromis, który trzeba zaakceptować

Fabryczny pasek NATO jest, mówiąc wprost, słabej jakości. To pierwszy element, który prosi się o wymianę. I tutaj pojawia się problem konstrukcyjny.

Mimo zastosowania dwóch otworów w każdym uchu, nawet przy użyciu tego bliższego kopercie, pozostaje wyraźna szpara między paskiem a kopertą. Długie uszy potęgują ten efekt. W praktyce oznacza to, że Voyager S72 jest zegarkiem projektowanym głównie pod klasyczne NATO.

Dla fanów NATO – żaden problem.
Dla przeciwników – może być to realny minus, którego nie da się w pełni obejść.

To zegarek, który jasno komunikuje swoją tożsamość.

Wrażenia z noszenia – lekki, wygodny, ale nie idealny

Tytan robi dokładnie to, czego się po nim spodziewamy – zegarek jest bardzo lekki, niemal nieodczuwalny na nadgarstku. Komfort noszenia stoi na wysokim poziomie, choć długie uszy sprawiają, że 40 mm na nadgarstku 16,5 cm przestaje być tak oczywistym „bezpiecznym” rozmiarem.

Największą gwiazdą jest jednak w pełni zalumiona tarcza. Efekt wizualny robi wrażenie, ale co ważniejsze – luminescencja jest realnie użyteczna i długo się utrzymuje. To nie jest marketingowy bajer, tylko funkcja, która faktycznie działa.

Sam tytan zapewne nie jest szczególnie wzmacniany, ale po niemal miesiącu codziennego noszenia nie pojawiły się żadne rysy widoczne gołym okiem, co dobrze świadczy o wykończeniu.\

0H8A2674-1 Recenzja: Boderry Voyager S72 – dużo zegarka za małe pieniądze

Podsumowanie – trudny do podważenia werdykt

Bez dwóch zdań: w tym budżecie – absolutnie bezkonkurencyjny. 10/10.

Co więcej, zestawiając go z zegarkami z wyższych półek cenowych, które ostatnio miałem w rękach – tytanowym Citizenem Zenshin czy field watchem Seiko SRPH33K1 – Boderry po prostu sprawia wrażenie porządniejszego, lepiej przemyślanego zegarka. Za te pieniądze oferuje bezczelnie dużo.

Boderry Voyager S72 wygrywa jakością i specyfikacją, przegrywa właściwie tylko jednym – swoim pochodzeniem. Dla większości zegarkowej społeczności to wciąż bariera nie do przeskoczenia i w pełni to rozumiem.

bodery-2 Recenzja: Boderry Voyager S72 – dużo zegarka za małe pieniądze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *